Pani
Premier Kopacz proponuje, aby zwiększyć liczbę studentów z Polski studiujących
na zagranicznych uczelniach. Warunkiem otrzymania stypendium rządu polskiego
jest podpisanie zobowiązania, że po ukończeniu studiów absolwent podejmie pracę
w Polsce. Za czesne na tych uczelniach miałby płacić polski podatnik. Pomysł
budzi wiele emocji, z przewagą pozytywnych. Tradycje studiowania za granicą są
w naszym kraju bardzo długie. Nie tylko Mikołaj Kopernik studiował we Włoszech.
Za granicą studiowało wielu innych wybitnych Polaków z czasów I Rzeczpospolitej
np. J. Struś - słynny lekarz z Poznania, który napisał pierwszą na świecie
książkę o tętnie. Ale w tamtych czasach studia były bardziej sposobem na
wzbogacenie własnej osobowości, niż sposobem „zwiększenia zatrudnialności”, tak
jak się je dzisiaj rozumie.
Poza
tym przygotowanie do studiów (nie same studia!) jest często równie kosztowne.
Polskie szkoły średnie, nawet te prywatne i społeczne, nie radzą sobie z
przygotowywaniem do studiów na „topowych” uczelniach za granicą. I to nas
prowadzi do kolejnej konkluzji. Inwestycje w szkolnictwo wyższe są najmniej
opłacalne. Innymi słowy lepiej wydać 1 mld dolarów na przedszkolaków niż na młodzież
w podstawówkach. Lepiej też Polsce przysłużyłoby się zainwestowanie mld w
sprowadzenie dobrych brytyjskich nauczycieli do liceów, niż wysyłanie polskich
maturzystów za granicę.
Podsumowując,
pomysł jest medialnie atrakcyjny, ale brak w nim głębszego, systemowego
rozumienia systemu edukacji, a w szczególności relacji nakłady-wyniki. Logika
gry politycznej jest przenoszona na płaszczyznę edukacji. Znana teoria
kosztownych sygnałów (costly signalling theory) głosi, że ludzie robią to co
robią, z chęci zaprezentowania siły swoich zasobów. Wydaje się, że wysłanie
jednego czy dwóch tysięcy młodych Polaków ma być bardziej sygnałem politycznym,
niż chęcią systemowego usprawnienia naszego systemu edukacji.
Moja
rada:
1)
Zatrudnić na pełen etat po minimum trzech oksfordczyków (mam na myśli magistrów
topowych uczelni światowych ze stopniem magistra, niekoniecznie Oxfordu, ale
koniecznie „ivy league”) w każdym polskim liceum. Program powinien potrwać
minimum 4 lata. Koszt wyniósłby: 4 x pensja absolwenta Oxfordu wg. standardów
rynku pracy w Wielkiej Brytanii + koszt zakwaterowania + dodatek 10% za
„rozłąkę”) x liczba liceów w Polsce + 5% na zarządzanie programem).
2)
Stypendia dla młodych ludzi powinny fundować przedsiębiorstwa, a nie państwo w
zamian za ulgi podatkowe. Tak będzie taniej i efektywniej.
No comments:
Post a Comment