Monday, September 8, 2014

Czy uczelnie powinny wymagać od studentów sporządzenia „Przedsiębiorczego cv (entrepreneurial cv)”?



Zanim rozpocząłem karierę naukową prowadziłem przez 4 lata kilka małych firm handlowych m.in. sprzedających jonizatory paliwa do samochodów. Pierwszym doświadczeniem z przedsiębiorczością było wyhodowanie miotu 12 chomików, a następnie sprzedanie ich w cenie 100 zł za sztukę w ciągu 5 godzin na giełdzie samochodowej w Poznaniu w roku 1983. W liceum zajmował się chałupniczym wyrobek klęczników dla kanadyjkarzy z pianki poliuretanowej z odpadów poprodukcyjnych. Tuż po studiach spędziłem trzy kolejne lata jako wychowawca na obozach dla dzieci w USA (w ramach programu Camp America).

Oto zdjęcie z waterfrontu Camp House-in-The-Wood. Pracowałem tam latem 1995 roku, 10 dni po odebraniu dyplomu magistra Akademii Ekonomicznej w Poznaniu byłem już w Wisconsin.





Oto zdjęcie z waterfrontu Camp Morasha. Pracowałem tam latem 1996 roku jako Canoe Trip Director, otrzymałem wyróżnienie „The Best canoe Trip Director in 25-yera history of Camp Morasha”.


Źródło: https://m.facebook.com/photo.php?fbid=905360652813477&id=100000186519911&set=a.159481707401379.35538.100000186519911&refid=17 [09.09.2014].

Oto zdjęcie z waterfrontu Camp Chen- A-Wanda, tam m.in. pracowałem latem 1997 roku.

Źródło: https://www.facebook.com/CHENAWANDA [09.09.2014].

Próbowałem także zostać przedstawicielem firmy Universal Sealants UK – producenta najlepszych na świecie dylatacji do mostów. Rynek mi jednak nie pomógł. Program budowy dróg w Polsce „rozkręcił się” dopiero po 10 latach.

Na zdjęciu przedstawione jest układanie dylatacji marki Universal Sealants.


Stawiam tezę, że większość ze studentów nie potrafi napisać o swoim życiu z perspektywy doświadczeń przedsiębiorczych. Mamy przecież w Unii Europejskiej format cv zwany EuroPass. Bardzo by się przydało coś w rodzaju Entrepreneurship CV. Nauczyłoby zarówno uczniów jak i nauczycieli, jak kierować życiem w kierunku pozyskiwania doświadczeń przedsiębiorczych.



Polecam mój pełny tekst o przedsiębiorczości:

Jak (nie)nauczać przedsiębiorczości?



Na łamach miesięcznika „Edukacja i Dialog” ukazał się mój tekst na temat słabości polskiego systemu edukacji w obszarze nauczania przedsiębiorczości.

Nauczyciele przedsiębiorczości w Polsce nie mają dostatecznego przygotowania do nauczania tego przedmiotu, co obserwuję często spotykając się na zajęciach ze studentami w Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Co prawda w grupie znajdzie się zawsze 1-2 studentów przedsiębiorców, ale największe zdumienie budzi we mnie reakcja i interakcja pozostałych studentów. Gdy udaje mi się „wychwycić” studenta przedsiębiorcę zaczyna się dialog, w którym reszta grupy jest biernym słuchaczem. Chodzi o to, że studenci nie potrafią mówić o przedsiębiorczości w sposób swobodny.

Oto niektóre tezy zawarte w moim tekście:

  • Należy rozpocząć naukę przedsiębiorczości od kształtowania nawyków i postaw takich, jak „kwestionowanie status quo”, „wytrwałość”, umiejętność łączenia wiedzy z różnych dziedzin, kreatywność,
  • Największe sukcesy w biznesie nie są dziełem najbardziej innowacyjnych firm – „dobry pomysł na biznes” jest fetyszyzowany i przeceniany,
  • Trzeba gloryfikować znaczenie pozytywnych (skutecznych) nawyków (habits) i siły woli  - to najsilniejsze predykatory sukcesu w życiu,
  • W ramach projektu warto by zwrócić uwagę na mentalność przedsiębiorców i osób z ich otoczenia:
a)      Nauka pozytywnych (skutecznych) nawyków (habits) np. odraczanie nagrody w czasie, wytrwałość, refleksyjność (=uczenie się na błędach),
b)      Społeczna percepcja „oszczędności” np. gloryfikowanie oszczędności w jednych krajach (Szwecja, Szwajcaria, Niemcy) i pogarda dla oszczędności związana ze stygmatyzowaniem osób oszczędnych jako „skąpców” (Grecja, Włochy, Polska) (w Polsce przykładem jest podtrzymywany w mediach ogólnopolskich obraz „skąpego Poznaniaka” jako złego modelu roli). Patrz także kampania społeczna NBP zachęcająca firmy do oszczędności, gdzie rolę pozytywnych bohaterów pełnią poznańscy przedsiębiorcy. Można pokazać, że „oszczędność” to cecha najbardziej przedsiębiorczych społeczeństw na świecie m.in. Chińczyków, także najbogatsze regiony Turcji, Katalonia w Hiszpanii itd.). Zygmunt Bauman: „..byliśmy społeczeństwem książeczek oszczędnościowych, staliśmy się społeczeństwem kart kredytowych…”.

Jak nie nauczać przedsiębiorczości - najbardziej banalne i mało skuteczne sposoby nauczania przedsiębiorczości:
·         Uczmy jak zarejestrować firmę, jakie dokumenty trzeba złożyć, pierwszym sukcesem przedsiębiorcy będzie otrzymanie nru REGON.
·         Pokażmy, co to jest marketing 4P i analiza SWOT – to jest proste, banalne i łatwe do wyłożenia.
·         Używajmy przykładów z ery industrialnej („masz produkt – jak go sprzedasz?”) zamiast „jaką usługę zaoferujesz, aby zaspokoić potrzeby klientów?”.
·         Biznesy usługowe to gorący kartofel – lepiej posługiwać się przykładami mało zaawansowanych produktów np. butów, długopisów.
·         Uczmy, że przedsiębiorczość to sposób zarabiania pieniędzy – pomijajmy aspekt pasji i doznawania pozytywnych doświadczeń w czasie prowadzenia biznesu. Pomijajmy aspekty związane z przedsiębiorczością społeczną.
·         Jako materiał dydaktyczny wykorzystajmy historie sukcesów, najlepiej firm z USA - poświęćmy dużo czasu Steve’owi Jobsowi i Google.
·         Nie uczmy tego, że przedsiębiorczość to umiejętność przechodzenia od porażki do porażki bez utraty entuzjazmu (moja parafraza powiedzenia W. Churchilla) – epatujmy młodych ludzi wizją sukcesu jaki jest związany z przedsiębiorczością.
·         Używajmy notorycznie słowa „wsparcie”, „pomoc” tak, aby przedsiębiorca, który odniesie porażkę utrwalił sobie w pamięci, że winny jest ktoś inny, ktoś, kto nie dał „wsparcia”.
·         Zakładajmy implicite, że 30-50 letni nauczyciel geografii lub wf, który naucza w liceum przedsiębiorczości świetnie wykorzysta materiały dydaktyczne opracowane w projekcie i sam jest ekspertem od przedsiębiorczości.
·         Uczmy, że aby odnieść sukces w biznesie musisz coś nowego „wymyślić” – zaniedbujmy w nauczaniu przedsiębiorczości potencjał, jaki daje doskonalenie cudzych pomysłów i łączenie ich w nowych konfiguracjach (z najnowszych badań  Jima Collinsa zawartych w książce pt. „Wielcy z wyboru”, MT Biznes, Warszawa 2013) jasno wynika, że największe sukcesy wcale nie są dziełem firm najbardziej innowacyjnych, lecz najbardziej przedsiębiorczych.
·         Zaprośmy do udziału bogatego 50-latka, który zakładał swoją firmę w czasie reformy Balcerowicza, nie ma kontaktu z młodzieżą, ale za to ma Rolexa. Niezrealizowane ambicje nauczyciela, który chce obcować z człowiekiem sukcesu nie mogą być powodem do zaciemniania obrazu rzeczywistych uwarunkowań przedsiębiorczości. Tak jak Stany Zjednoczone to nie to samo co Hollywood, tak narcystyczny „człowiek sukcesu” w Mercedesie i z Rolexem na ręku to nie model-roli przedsiębiorcy.

Polecam mój pełny tekst o przedsiębiorczości: http://www.eid.edu.pl/publikacje/jak_nie_nauczac_przedsiebiorczosci_w_szkolach,451.html

Matematyka – dlaczego tak słabo na maturach?



Pod koniec czerwca 2014 r. ogłoszone zostały wyniki egzaminu dojrzałości. Tylko ok. ¾ uczniów zdało egzamin z matematyki. Zdaniem wielu ekspertów jednym z istotnych powodów jest niska jakość kształcenia nauczycieli matematyki. Nauczanie matematyki jest szczególnie wrażliwe na efekt mnożnikowy jeśli chodzi o zaniedbania. Jeśli nauczyciel matematyki w szkole podstawowej jest słaby, to jego uczniowie przechodząc do gimnazjum będą mieli luki w wiedzy, które utrudnią im naukę w gimnazjum. Potem luka się powiększy (chyba, że trafia się na wyjątkowo sumiennego nauczyciela, który pozwoli im nadrobić zaległości z podstawówki). Ale tak naprawdę problem zaczyna się na poziomie nauczania wczesnoszkolnego (klasy I – III). Na egzaminach z matematyki w gimnazjum w 2014 r. największa grupa uczniów (dominanta) otrzymała 29% możliwych do zdobycia punktów. To niewiele, bo na przykład dla egzaminu z języka polskiego ten wynik wyniósł 78%, a z przedmiotów przyrodniczych 43%. Z ekspertyz Instytutu Badań Edukacyjnych wynika, że winić należy słabe umiejętności nauczania po stronie nauczycieli. Problemem jest także łatwość zdobycia stanowiska nauczyciela matematyki. Słaby matematyk nie straci pracy za to, że notorycznie jego uczniowie uzyskują słabe wyniki nauczania. W czasach PRL matematyka na maturze była obowiązkowa. Nie było tabletów i Internetu. Były natomiast uniwersytety, na które dostać się było trudno. Najpierw trzeba było zdać (arcytrudną jak na realia 2014 r.) maturę, a później jeszcze egzaminy wstępne na uczelnie. Po takiej selekcji magister matematyki trafiał do szkoły. Ciekawe swoją drogą byłoby odtworzenie matury z powiedzmy 1985 r. i w ramach eksperymentu zaproszenie do odpowiedzi na pytania z tamtych czasów współczesnych maturzystów (pisałem o tym na łamach dziennika Gazeta Prawna: Patrz: fazlagic.pl)  Uważam, że za sukces gospodarczy w Polsce po 1989 r. odpowiada w dużym stopniu system edukacji… PRLu. Wtedy zdanie matury było znacznie trudniejsze nie mówiąc o studiach. Dawało to korzyści zarówno tym, którzy zdobyli stopień magistra jak i tym, którzy „odpadli”. Ci drudzy dostawali jasny sygnał – „jesteś za słaby: staraj się bardziej lub wybierz inną drogę w życiu”. Obecnie wykształcenie przysługuje w Polsce „każdemu”. Dlatego potrzebujemy odnowienia elitarnego systemu edukacji.

Martwe studia

W weekendowym Gazecie Wyborczej (29 lipca 2014 r.) ukazał się tekst pod tytułem „Martwe kierunki studiów”. Dowiadujemy się z niego, że na niektóre uniwersytety zgłosiło się 0,2 osoby na miejsce.
 
(Cały tekst:

Szczególnie warta uwagi jest sytuacja absolwentów ochrony środowiska, którzy najrzadziej znajdują pracę związaną z kierunkiem swoich studiów. Co prawda jakiś czas temu rynek pracy zgłaszał zapotrzebowanie na absolwentów tych kierunków, ale obecnie kolejni absolwenci stają się obciążeniem dla rynku pracy. W okresie wyżu demograficznego w uczelniach powstało wiele niszowych, często egzotycznych kierunków studiów, np. etnografia kaszubska. Pozornie wydawać by się mogło, że takie egzotyczne, specjalistyczne kierunki są korzystne. Przecież od lat narzekano, że studia do niczego nie przygotowują. Uczelnie znalazły proste rozwiązanie: porzućmy aspiracje uniwersytetu i zacznijmy produkować ekspertów od wąskich dziedzin. A może wobec braku zainteresowania etnografią kaszubską warto by otworzyć kierunek „Kaszubi na Pomorzu w XIX wieku”? Ten trend to nic innego jak doprowadzona do absurdu specjalizacja zabijająca znaczenie erudycji. Nazwałbym to „wikipedyzacją” edukacji. Uwolniony rynek usług edukacyjnych przypomina sterowanie bolidem Formuły 1 przez amatora (mam na myśli grę komputerową, bo nikt amatora na prawdziwy tor wyścigowy nie wpuści). Amator kontrując ściąganie pojazdu w lewo wykonuje gwałtowny ruch w prawo. Samochód po chwili ostro skręca w prawo, uderza w prawą bandę, kierowca kontruje i uderza za chwilę w lewą – i tak dalej. Tak samo zachowuje się rozregulowany rynek usług w Polsce. Jak tylko pojawia się jakaś luka na rynku pracy ktoś (często za unijne pieniądze) uruchamia kierunek nauczania. Dlaczego nikt nie pyta o możliwość zatrudnienia absolwentów innych kierunków? Dlaczego polskie szkoły wyższe uczą tak marnie, że polski magister filozofii nie jest w stanie po kilkumiesięcznym samodzielnym przygotowaniu aplikować o pracę w zawodzie związanym z ochroną środowiska? Przecież filozofia to nauka o świecie, kształtuje zdolność rozumienia całości i powiązań pomiędzy nimi. Zupełnie jak nauka o ochronie środowiska. A czego uczą na Oksfordzie? Czy absolwenci najlepszych uczelni na świecie także są ekspertami od wąskich dziedzin? Otóż nie. Każdy oksfordczyk pisze w czasie swoich studiów średnio dwa eseje każdego tygodnia z różnych dziedzin. Ogólne przygotowanie intelektualne jest uznawane za jedyny gwarant sukcesu na rynku pracy. Dlatego absolwenci historii czy filozofii z University of Oxford (http://www.ox.ac.uk/) bez problemu znajdują pracę w bankach w londyńskim city, a absolwenci bankowości z polskich uczelni pracy nie mogą znaleźć nigdzie.