Saturday, June 7, 2014

Czy można nie zjeść ciastka próbując jego smak?


Usługi, w tym usługi edukacyjne mają jedną bardzo nieprzyjemną cechę. Bardzo trudno poznać ich jakość nie stając się jednocześnie konsumentem. Znamy ten dylemat planując wakacje. Czy hotel widziany w katalogu jest dokładnie taki sam w rzeczywistości, jak na zdjęciach? Czy po drugiej stronie basenu nie przebiega autostrada albo nie zaczynają się slumsy? Czy pod prysznicem żyją karaluchy?

A teraz wyobraźmy sobie ryzyka, z jakimi wiąże się wybór oferty edukacyjnej. Czy od 15 roku marzyłeś o medycynie lub o prawie? Proszę bardzo! - możesz zapisać się na studia i przekonać się na własnej skórze, "czy o to chodziło".

Jest jeszcze jedno, bardzo bezpieczne rozwiązanie: można uczestniczyć w letniej szkole, w czasie której będzie można "zjeść ciastko nie kupując ciastka". Chodzi o szkołę ex Ante (exante.edu.pl), która jako pierwsza w Polsce oferuje letnie zajęcia orientacyjne dla licealistów. W czasie tych zajęć można poznać "w pigułce", jak wygląda studiowanie na jednym z sześciu kierunków studiów (w tym dwóch kierunków w dwóch wersjach językowych (pl. i ang.). Ex Ante to import sprawdzonego rozwiązania, które od lat funkcjonuje na najbardziej konkurencyjnym rynku usług edukacyjnych - rynku brytyjskim. Licealiści w Wielkiej Brytanii mogą uczestniczyć w letnich szkołach pokazujących arkana studiowania. Dobrze, że także w Polsce już pojawiła się taka propozycja dla licealistów!

Co to jest "edukacja wysokiej jakości"?


Oto moja alternatywna (wobec założeń pomiaru jakości stosowanych przez MNiSzW, KRK, PKA, KRASP itd.) kryteriów jakości edukacji:

1. Wszyscy nauczyciele akademiccy zdali egzamin z j. ang. TOEFL na min. 100/120 pkt.
2. Każdy profesor czyta rocznie co najmniej 20 książek naukowych i popularnonaukowych.
3. Każdy profesor jest zaangażowany w pomaganie studentom w problemach życiowych niezwiązanych z wykładanym przedmiotem.
4. Każdy profesor ma niezwykłe lub oryginalne hobby - pasję życiową czyli "trzecie miejsce" w życiu.
5. Każdy profesor jest osoba kulturalną, umie poskromić swoje ego, szczególnie jeśli dochodzi do konfrontacji intelektów jego i studentów.
6. Profesorowie wolni od kompleksów nie mają problemów z kontaktami z osobami (inni studenci, inni nauczyciele akademiccy), które mają nad nimi przewagę intelektualną w jakiejś dziedzinie.
7. Profesorowie oprócz wiedzy dziedzinowej są erudytami; znają historię powszechną, potrafią odróżnić Brahms'a od Lista, Vermeera od van Gogha'a, sędziego od sędziny, "24h" od "24H", symbole "KM" od "Km".

A może Wy macie jakieś propozycje rozszerzenia tej listy...?


Nauczyciel akademicki, belfer czy ... mentor?


W dzisiejszym świecie akademickim, w którym liczą się tytuły naukowe, miejsca w rankingach, publikacje na liście filadelfijskiej w niepamięć powoli przechodzi istota tego, czym kiedyś był uniwersytet. Kiedyś, w wieku 10-15 lat byłem przekonany, że ksiądz to ktoś taki, kto ma gwarantowane wejście do nieba po śmierci. Elita spośród elit. Do mniej więcej 20-25 roku życia żyłem w przekonaniu, ze profesor uniwersytetu to przedstawiciel elity intelektualnej narodu, wyselekcjonowana garstka mędrców, którzy dokonują transmisji wiedzy do młodszych pokoleń. Po spędzeniu 6 lat jako student dwóch uczelni, a następnie 15 lat jako nauczyciel akademicki, jestem rozczarowany i rozgoryczony faktem, że prawdopodobieństwo spotkania umysłu wielkiego kalibru w polskiej uczelni nie jest większe niż spotkanie takiej osoby na dworcu kolejowym. Sam wychowywałem się w rodzinie przedwojennej inteligencji, mój Dziadek Bronisław Wawrzyniec studiował przed wojną w Uniwersytecie Lwowskim. Podobnie moja babcia. Mam nawet jego indeks z wpisem zaliczenia z Matematyki u Prof. Banacha. Deintelektualizacja polskich uniwersytetów miała miejsce w czasach PRLu. Co ciekawe wyjątkiem były uczelnie techniczne, które miały kształcić kadry na potrzeby przemysłu obronnego. Dlatego mile wspominam doświadczenia intelektualne z niektórymi wykładowcami Politechniki Poznańskiej z lat 1989-1991 - tam naprawdę powiewało momentami Leibnitzem. Oczywiście w uczelniach polskich nie są zatrudniane osoby ułomne intelektualnie. Chodzi mi raczej o moje rozczarowanie, że uniwersytet nie jest miejscem pracy i spotkań elity intelektualnej Polski. Tym trudniej jest wybrać dobrą uczelnię w Polsce. Tak więc żal, że nie ma w Polsce uczelni, którą "w ciemno" można polecić spragnionym doznań intelektualnych maturzystom ... szkoda :-((

Dlaczego nie warto ufać rankingom?


Dzisiejsze szkolnictwo wyższe jest zdominowane przez pogoń za jak najwyższym miejscem w rankingach. Wszystkie uczelnie mają ambicję wygrywać w rankingach i temu celowi podporządkowują wszystkie swoje działania. Efektem wcale nie jest poprawa jakości nauczania. Sytuacja ta przypomina starania producentów samochodów, którzy produkują samochody nie po to, by miały niskie zużycie paliwa, ale po to... aby wypadały dobrze w testach na zużycie paliwa. Niektóre samochody w prawdziwej (niesymulowanej) jeździe w ruchu miejskim z "żywym" kierowcą zużywają nawet 300% więcej niż podaje producent. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ normy pomiaru są tak skonstruowane, że producenci optymalizują silniki pod kątem spełnienia tych norm.

Analogiczna sytuacja ma miejsce z uczelniami na całym świecie, w tym także w Polsce. Rankingi zachęcają uczelnie do inwestowania w te obszary funkcjonowania, które zapewnią im dobre miejsca w rankingu. Ofiarami tego systemu są w pierwszej kolejności studenci, którzy często przeżywają rozczarowanie poziomem nauczania na "renomowanych" uczelniach. Aroganccy wykładowcy, czytanie na wykładzie z notatek, uczenie się na pamięć, niezmienianie treści wykładów przez kilkanaście lat - to tylko niektóre z grzechów popełnianych przez wykładowców. Co prawda na uczelniach obowiązują pewne zasady rynkowe mające na celu wymuszenie poprawy jakości zajęć, takie jak ocena jakości zajęć przez studentów czy konkursy na stanowiska nauczycieli akademickich, ale są to mechanizmy mało skuteczne. Konkursy na stanowisko adiunkta w przeważającej liczbie przypadków wygrywają pracownicy tej samej uczelni. Kandydaci "anonimowi" są z różnych powodów odrzucani. Z kolei pomiar jakości zajęć kuleje zarówno z winy studentów (nie uczestniczą masowo w ocenie zajęć, często dają upust negatywnym emocjom wobec wykładowcy zamiast obiektywnie ocenić jego pracę), jak i władzom uczelni (trudno jest zwolnić pracownika za to, że ocena jego zajęć jest niska; profesor zwykle ma wymówkę w postaci tego, że "publiczność jest za głupia, aby mnie zrozumieć").

Tak więc do rankingów należy podchodzić z dużą rezerwą.